"Więcej dialogów niż zazwyczaj mi się zdarza, jednakże czasami użycie
ich prawie non toper jest takim dla mnie wyjściem awaryjnym z przejściem
z jednej wizji na drugą. Miłego życzy autorka!"
-Hey, słyszałaś? - zapytała brunetka blondynkę - O zajściu przed szkołą?
-Masz na myśli Keia i tą maszkare? - odparła blondynka, na co ta druga pokiwała głową.
-O czym znowu plotkujecie? - wtrąciła się niska, bardzo ładna dziewczyna z blond czupryną kręconych włosów.
-Cześć Emma - uśmiechnęły się do niej - Mówimy o tym, że nasz szkolny potwór znieważył Keia przed szkołą.
-Keia?
-Nie słyszałaś? Przeniósł się jakieś dwa tygodnie temu wraz z dwoma kolegami ze szkoły tylko dla chłopaków, podobno jakieś problemy z jednym z nauczycieli mieli.
-Hmmm... - spojrzała na nie Emma - Nasza mroczna Lilith znowu nie wie kiedy usunąć się na bok? - uśmiechnęła się do siebie i minęła dziewczyny tanecznym krokiem.
Kei wszedł do klasy z impetem. Wszyscy zamilki a dziewczyny wlepiły w niego wzrok. Żadna nie śmiała się wydać ani jednego z siebie dźwięku z nadzieją, że przemówi on do nich. Jednakże on, jak za każdym razem, udał się w ciszy na koniec klasy i zajął miejsce w ostatniej ławce przy oknie. Rzucił torbę na ziemię a zniej wyleciały książki przez rozdarcie z boku. Spojrzał na to z pod łba i prychnął pod nosem. Sięgnął po pierwszy lepszy zeszyt i zaczął coś w nim pisać z tyłu okładki.
-"Nie nawidzę jej" Hmmm... - nad jego lewym ramieniem zawisla głowa rudowłosego chłopaka.
-Kogo nie nawidzisz? - po chwili pojawił się przy nim czarno włosy przystojniak. Kei spojrzał to jednego to na drugiego po czym zamknął zeszyt i rzucił nim przez okno. Spojrzeli się po sobie i parsknęli śmiechem. Poklepali go po ramieniu i usiedli w sąsiednich ławkach co chwila wybuchając śmiechem.
Przerwa obiadowa. Korytarz pełen uczniów, stołówka tak samo. Część z nich wyszła na dwór aby zjeść lunch na świeżym powietrzu. W śród nich była Emma wraz ze swoimi koleżankami. Śmiała się głośno w niebogłosy i gestukulowała bardziej niż inne z dziewczyn, dając do zrozumienia wszystkim w koło że to ona jest najważniejsza w tym towarzystwie. Co chwilę poprawiła sowje włosy a co jakiś czas przejrzdżała usta różwoym błyszczykiem z obawy, że co 5 minut wysycha na jej ustach przez co może być mniej atrakcyjna. Emmie nie można było nic zarzucić. Ładna blondynka o delikatnej posturze, poza piersiami, które daleko wychodziło ponad przeciętne. Jej zielone oczy zawsze były w odpowiedniej oprawie makijażu chociaż jak to jej rodzice uważali, nie powinna tyle kosmetyków kłaść na tak młodą cerę. Ona się tym nie przejmowała, tak samo jak jej koleżanki, które zresztą jak ona były atrakcyjnymi dziewczynami, jednakże zawsze trochę mniej od niej. Jedna z nich szturchnęła ją w ramię po czym wskazała palcem na trzech chłopaków, którzy wyszli ze szkoły.
-To ci nowi - szepnęła do niej - Ten najwyżysz, blondyn to ten o którym ci mówiłam dziś rano. - Emma zmróżyła oczy, przejechała jeszcze raz błyszczykiem po ustach po czym podniosła się i zgrabnym krokiem podeszła do nich. Za nią podążyły jej koleżanki niczym cienie.
-Cześć, jestem Emma! - przywitała ich radośnie - A to są moje przyjaciółki - dziewczyny pomachały im na przywitanie.
-Cześć, jestem Allan - odparł rudowłosy
-A ja jestem Eric - uśmiechnął się czarnowłosy
-Kei - burknął blonydyn i zaczął rozglądać się wokół. Emma przyjrzała się im dokładnie. Przełknęła ślinę i podeszła do jednej z dziewczyn.
-Nie mówiłaś, że są oni aż tak przystojni - szepnęła do niej po czym wróciła do tria. Uśmiechnęła się do nich szeroko zarzucając przy tym swoimi blond falami. Uśmiechnęli się do niej z wzajemnością i z zaciekawieniem w oczach. Jedynie Kei wyglądał tak jakby nie zwracał na nią uwagi.
-Podoba wam się tutaj?
-Można się przyzwyczaić. Jest napewno inaczej niż w szkole tylko dla chłopaków. - zaśmiał się głośno Allan a Eric mu przytaknął. Dziewczyny zachichotały. Emma nie odrywała wzroku od Keia. On ją olewał. Nagle podniósł swój wzrok i zmienił wyraz swej twarzy. Nie odwracając się na innych przyśpieszył kroku i zniknął na schodach wiodących na dach budynku szkoły. Przed nim zniknęła tam czarnowłosa dziewczyna.
Niech czas stanie na chwilę. Co widzimy? Zwykłą ulicę, na której mieszczą się bazary. Zwykli ludzie chodzą po niej rozglądając się na stoiska w poszukiwaniu potrzebnych rzeczy do domu. Zwykłe rzeczy, najnormalniejsze zachowanie i zwyczajna ulica, jakich wiele na tym świecie. Jednakże, gdy przejrzymy się dokładniej jesteśmy w stanie znaleźć pozytywne kolory w tej szarej codzienności. Kolorowe stoiska, które kuszą potencjalnych klientów. Podekscytowane dzieci, które promieniują szczęściem na widok tych wszystkich najróżniejszych towarów. Zakochane pary, które wyszły na spacer.
To wszystko wypełnia ciepłem tą szarą rzeczywistość. Wręcz promienieje pewnym blaskiem, za którym tak bardzo tęsknimy. Nawet ten wielki tłum uczennic ze szkoły średniej ciągnący się przez całą długość ulicy. A przed nim kroczący pewnym krokiem chłopak najprawdopodobniej naj prawdopodobniej ich wieku.
Ale co w nim było tak ciekawego, że te wszystkie dziewczyny tak za nim podążały? Przyjrzyjmy mu się bliżej.
Wysoki, szczupły, dobrze zbudowany. Podchodzi trochę pod typ sportowca. Jednakże reszta od tego odbiegała. Jego włosy były odrobinę dłuższe od typowego sportowca. Wiatr unosił lekko jego blond fryzurę podczas stawianych przez niego kroków. Rysy twarzy miał ostro zarysowane. Na twarzy nie widniał ani uśmiech, ani żaden grymas. Zupełnie tak jakby nie wyrażał żadnych uczuć. Oczy miał zamknięte, niewzruszone. Jego mocne dłonie ściskały teczkę przerzuconą przez lewe ramie. Druga ręka spoczywała w kieszeni jego spodni. Podsumowując: przystojny.
Skoro wiemy skąd ten tłum nastolatek i wiemy jak wygląda bazar ponownie możemy zezwolić czasowi iść własną drogą.
Historię czas zacząć!
-Dość tego! – blond włosy chłopak krzyknął przed siebie. Tłum dziewczyn ciągnący się za nim stanął gwałtownie. Można było usłyszeć szepty dziewczyn między sobą. Chłopak nie poruszył się na przód ani o centymetr. Odwrócił się na pięcie powoli w stronę dziewczyn. Wszystkie westchnęły z podniecenia i wstrzymały oddech. Chłopak otworzył oczy i spojrzał wprost na nie. Było ich tyle, że nie zdołał zmieścić wszystkich wszystkich zakresie swojego wzroku.
-Zostawcie mnie samego – przymrużył oczy – Już dość na dzisiaj! – dziewczyny po tych słowach posłusznie odwróciły się i odeszły szybkim krokiem wymieniając między sobą uwagi. Po chwili nie było już nikogo na bazarze prócz typowych kupców.
Przejechał ręką po swoich włosach strosząc je trochę i westchnął pod nosem. W jego czarnych oczach widniały iskierki wściekłości. Jednakże czuł się raczej zmęczony i zażenowany całą tą sytuacją. Ukłonił się do wszystkich zebranych ludzi na bazarze. Chciał przez to wyrazić swoje przeprosiny z powodu tego zamieszania. Nie obchodziło go jednak to czy te wszystkie gapia to zrozumieją. Był ponad tym wszystkim.
„Powinienem się do tego przyzwyczaić”, pomyślał. Wyprostował się ponownie i tym samym krokiem, co wcześniej ruszył przed siebie w stronę domu.
****
Wokół panowała niezręczna aura. Wszystkie światła migotały w taki sposób, jakby miały zaraz zgasnąć. Za oknem słychać było wycie wiatru, który próbował dostać się do wnętrza budynku. Owym budynkiem był sklep z najróżniejszymi rzeczami, taki mini sam. Ponure miejsce jak na sklep. W środku znajdowały się tylko dwie osoby. Gruby i wysoki mężczyzna, najprawdopodobniej właściciel i skulona dziewczyna pracująca między regałami. Wykładała jakiś towar i uśmiechała się sama do siebie z nieznanego powodu. Mężczyzna podszedł do niej wściekłym krokiem.
-Przestaniesz w końcu z tymi swoimi sztuczkami?! – wrzasnął na nią. Ona nawet na niego nie spojrzała. Wstała powoli i wyszła z pomieszczenia, w którym się znajdowali. Trzasnęła za sobą drzwiami. W sklepie na nowo rozbłysło światło, a za oknem wiatr ucichł. Sprzedawca wzdrygnął się z niesmakiem i wrócił na swoje stanowisko.
Dziewczyna znalazła się w łazience, która była słabo oświetlona. Odpowiadało jej to, bowiem nie lubiła jasnych pomieszczeń. Spojrzała w lustro z obrzydzeniem. Ledwo, co mogła dostrzec swoje niebieskie oczy, które zaczęły ukrywać się pod przydługą grzywką. Twarz miała bladą, jakby nigdy nie zaznała słońca. Ta bladość kontrastowała z jej czarnymi włosami luźno i niedbale spiętymi włosami. Od razu nasuwała się myśl, że jest słabą i chorowitą osobą. Jej usta były sine i popękane.
-Jakże czas może zmienić człowieka – szepnęła do siebie przez zaciśnięte zęby. Odwróciła się od lustra. Poprawiła swoje za luźne spodnie i ponownie pojawiła się na Sali sklepu, gdzie znowu zapanowała ciemność i przygnębienie. Właściciel przeklną ją pod nosem i machnął na nią ręką, natomiast ona uśmiechnęła się złośliwie wracając do swojej pracy. Zadzwonił dzwonek oznajmiający, że lekcje czas zacząć. Ostatni uczniowie pośpiesznie udali się do budynku, aby zdążyć na lekcje o czasie. Tylko jedna dziewczyna powoli wlokła się za wszystkimi ze spuszczoną głową. Nie zważała na innych ani na czas. Oni także nie zwracali na nią uwagi zupełnie tak jakby była niewidzialna. Kilka osób nawet ją trąciło nie bacząc na nią.
Kiedy zmierzała tak ku drzwiom nagle wpadł na nią chłopak z impetem. Nawzajem odepchnęli się. Jemu udało się utrzymać równowagę, jednakże ona upadła z hukiem na ziemię. Syknęła z bólu i utkwiła wzrok w ziemię. Czekała na zignorowanie jej, jak za każdym razem.
-Nic ci nie jest? – usłyszała ku swojemu zaskoczeniu męski, bez żadnego wyrazu głos. Spojrzała spod łba na niego i ujrzała wyciągniętą ku niej rękę. Zachwiała się przez chwilę, po czym utkwiła ponownie wzrok w ziemię nie odwzajemniając jego gestu. Chłopak patrzył na nią oczekująco, dalej trzymając rękę zawisłą w powietrzu.
Dziewczyna nie drgnęła. Nic nie odpowiedziała.
-Hej! Słyszysz mnie? – powiedział głośniej – Dasz sobie w końcu pomóc, czy nie?
-Odwal się – burknęła półszeptem do niego, i przesunęła się na ziemi nieco dalej – nie potrzebuje niczyjej pomocy, zwłaszcza od takiej osoby jak ty.
-He? – zdziwił się. Przyjrzał jej się dokładniej, poczym sam sięgnął po jej dłoń i pociągnął do góry, podnosząc ją z ziemi. Próbowała wyszarpnąć mu się, jednakże jego uścisk był za silny. Skrzywiła się i czekała z nieukrywanym zniecierpliwieniem na uwolnienie jej z tak niedorzecznej dla niej sytuacji.
-A dziękuję to gdzie? – poluzował swój uścisk na nadgarstku. Dziewczyna wykorzystała okazję i wyszarpnęła mu się. Spuściła głowę ponownie ku ziemi. Jej czarne włosy zasłoniły całą twarz. Ona czuła się zniesmaczona całą tą sytuacją on czuł się podirytowany.
-Jestem Kei, a ty?
-Nie twój interes – odparła złośliwie i odeszła pośpiesznym krokiem w stronę szkoły.
Kei odprowadził ją wzrokiem i westchnął do siebie. Podniósł wściekle swoją torbę z ziemi, którą wypuścił z ręki podczas zderzenia z nieznajomą. Warknął do siebie jak zobaczył na jej podłożu rozdarcie.
| Dodatki na bloga |